- Panie, przybywam tu ze stron trzech innych królów, którzy złożyli Ci już pokłon i dary. Ja też miałem dla Ciebie cenny dar - trzy drogocenne perły, każda wielka jak jajko gołębie, trzy prawdziwe perły z Morza Perskiego. Lecz, niestety, nie mam ich już. Jadąc śladami trzech innych królów postanowiłem spędzić noc w jednym hotelu przydrożnym. Gdy wszedłem do sali podróżnych, zauważyłem tam starca trzęsącego się z gorączki, rozciągniętego na ławie przy piecu. Nikt go nie znał. Jego kieszenie były puste; nie miał pieniędzy na lekarza i lekarstwa. Nazajutrz miano go wyrzucić z sali, o ile by biedak jeszcze dożył rana. Panie, to był człowiek bardzo stary, szary i wyschnięty, z gęstą siwą brodą - przypominał mi on mojego ojca. Panie, przebacz mi, wyciągnąłem jedną z pereł, które miałem dla Ciebie i dałem oberżyście, aby zaopiekował się tym starcem, przywołał lekarza i zapewnił mu leczenie, a gdyby umarł, żeby go godnie pochował. Nazajutrz ruszyłem w dalszą drogę. Poganiałem mego osiołka jak tylko mogłem, spodziewając się, że dogonię trzech innych królów. Wiedziałem, że ich wielbłądy posuwają się powoli. Droga wiodła przez rozległą przełęcz, pokrytą gęsto kwiatami i zaroślami. Nagle usłyszałem w gęstwinie krzyk. Ruszyłem w kierunku, skąd krzyk ten dochodził. Znalazłem tam żołnierzy, którzy chcieli skrzywdzić młodą dziewczynę. Było ich zbyt wielu, tak że nie mogłem się odważyć na walkę z nimi. Panie, przebacz mi jeszcze tym razem. Włożyłem rękę za pas, wyciągnąłem drugą perłę i zapłaciłem nią za uwolnienie dziewczyny. Ucałowała mnie w rękę i pobiegła w góry, zwinnie jak wiewiórka. Została mi jeszcze jedna perła. Tę chciałem koniecznie zachować dla Ciebie. Było już po południu, przed wieczorem spodziewałem się być w Betlejem. Niestety, w oddali zobaczyłem płonącą wioskę. Zbliżyłem się do wioski. Napotkałem tam żołnierzy wykonujących rozkaz Heroda, by zabić wszystkich chłopców mających poniżej dwóch lat. Przy jednym z płonących domów żołnierz trzymając nagiego chłopca za nogę wymachiwał nim, wreszcie rzekł do matki: "Teraz rzucę je w ogień, będzie dobra pieczeń". Matka zaczęła krzyczeć przeraźliwie. Panie, wybacz mi. Ostatnią perłę dałem żołnierzowi, aby oddał dziecko jego matce. Zgodził się. Ona wzięła je w ramiona i uciekła z nim, nie powiedziawszy nawet "dziękuję". Panie oto dlaczego przychodzę z pustymi rękoma. Przepraszam bardzo, wybacz mi.
Gdy król skończył swoje wyznanie, w stajence zapanowało milczenie. Król przez chwilę pozostał pochylony ku ziemi, wreszcie odważył się podnieść wzrok. Maryja nadal trzymała Syna na kolanach, lekko kołysząc Go. Czy On spał? Nie. Dzieciątko nie spało. Słyszało całe wyznanie króla. Lekko obróciło się w jego stronę. Oblicze Dzieciątka było rozpromienione. Wreszcie wyciągnęło swoje rączki w stronę pustych rąk króla i uśmiechnęło się.
Joannes Jorgensen
Cudna opowieść! Wzruszyłam się do łez.
OdpowiedzUsuńnie słyszałam nigdy tej opowieści jest piękna pozdrawiam
OdpowiedzUsuńwspaniała opowieść. Ty wiesz jak stworzyć klimat! pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńWspaniała opowieść, jak i cały Twój blog, ciepło tu i przytulnie.Bardzo dziękuję za udział w mojej rozdawajce. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńMonika/Kamino70
miło tu u ciebie,opowieść śliczna...zapraszam do mnie:)
OdpowiedzUsuń