Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Wesołych Świąt

Najserdeczniejsze życzenia:
cudownych Świąt Bożego Narodzenia,
rodzinnego ciepła i wielkiej radości,
pod żywą choinką dużo prezentów,
Niech nasze Domy, Rodziny,
a przede wszystkim Serca
otwierają się na Chrystusa, który przychodzi.
Świąt dających radość i odpoczynek
oraz nadzieję,
że Nowy Rok będzie szczęśliwszy
życzy
Ula 


* * *

DLA WSZYSTKICH
Niektórzy narzekają, że Wigilia się nie udała, bo nie było wszystkich przy stole i wszystkiego, czego potrzeba, na stole.
Mówi się nawet o tak zwanej depresji świątecznej, na którą chorują samotni.
Przypomnijmy sobie, jak Najświętsza Rodzina obchodziła pierwsze święta Narodzenia Pańskiego: bez domu, bez choinki, bez karpia. Nawet świętej ciotki Elżbiety zabrakło na gwiazdkę. Świętego Mikołaja jeszcze nie było.
Jednakże zdumiewa radość Maryi i Józefa, pochylonych troskliwie nad żłóbkiem; radość aniołów i pasterzy.
Święta Bożego Narodzenia - to tajemnica, której niepodobna ani zrozumieć, ani sobie wymyślić.
Mitologie mówią o narodzinach bogów, Jednakże ci bogowie od razu przejawiali swoją niezwykłość. Nawet Herakles "dzieckiem w kolebce łeb urwał hydrze".
To wszystko mogli sobie ludzie wyobrazić.
Tymczasem Jezus-Bóg przychodzi na świat jako słabe, bezradne niemowlę.
Dopiero z czasem zacznie chodzić, mówić, dorastać.
Takiej tajemnicy rozum ludzki nie jest w stanie ogarnąć.
Prawda o przyjściu Jezusa na świat jest wstrząsająca - a jednak w Bożym Narodzeniu widzimy przede wszystkim święta dziecięce. Mówimy o nich przez kolędy, wzruszamy się choinką, cieszy nas święty Mikołaj i bawi Herod w szopce.
Przecież te święta nie są tylko dla małych dzieci, ale dla wszystkich.Jezus przychodzi na świat uczyć nas wszystkich, młodych i starych, dziecięctwa Bożego. Przez związek z Jezusem jesteśmy dziećmi Boga. Może na starość - kiedy rodzice i najbliżsi odchodzą - uświadamiamy sobie najbardziej tę radosną prawdę.

DAWNA WIGILIA

Przyszła mi na Wigilię zziębnięta głuchociemna
z gwiazdą jak z jasną twarzą - Wigilia przedwojenna
z domem co został jeszcze na cienkiej fotografii
z sercem co nigdy umrzeć porządnie nie potrafi
z niemądrym bardzo piórem skrobiącym w kałamarzu
z przedpotopowym świętym z Piłsudskim w kalendarzu
z mamusią co od nieszczęść zasłaniać chciała łzami
podając barszcz czerwony co śmieszył nas uszkami
z lampą czajnikiem starym wydartym chyba niebu
z całą rodziną jeszcze to znaczy sprzed pogrzebów
nad stołem mym samotnym zwiesiła czuła głowę
nad wszystkie figi z makiem - dziś już posoborowe

przyszłą usiadła sobie. Jak żołnierz pomilczała
Jezusa z klasy pierwszej z opłatkiem mi podała

ks. Jan Twardowski

piątek, 29 marca 2013

Wielkanoc

NA POGRZEB JEZUSA 

Baranek biegł na pogrzeb
najwcześniej przed świtaniem
płakała trawa niemrawa że nie mogła ruszyć się sama
lilie białe jak ręce matki omdlałe
róże czerwone jak uszy zawstydzone
nie zdążył już na pogrzeb
wpadł na zmartwychwstanie
grób murowany jak bomba się rozleciał
baranek choć nie zdążył z radości się rozbeczał
ks. Jan Twardowski


Wieść radosną niosą dzwony
Na wsze świata grają strony
Że Zmartwychwstał Pan nad pany
Bóg Wszechmocny i Kochany
         Alleluja! Alleluja!


Z okazji Świąt Wielkanocnych 
życzę Wam wiosny, wiosny i jeszcze raz wiosny!
Pękających na drzewach pąków, 
ziemi, która zaczyna pachnieć i słońca, które nie tylko świeci, ale wreszcie także grzeje. 
Życzę Wam wiosny w życiu codziennym, rodzinnym, w pracy, 
a przede wszystkim życzę Wam wiosny w sercu

Wesołych Świąt Wielkanocnych
życzy
Ula :)

czwartek, 27 grudnia 2012

Kolęda, która zdobyła świat

"Cicha noc, święta noc"
Któż nie zna tej przepięknej i nastrojowej kolędy. Powstała w Austrii, w Tyrolu,ale dziś śpiewa się ją w pięćdziesięciu językach świata. Historia jej powstania jest niezwykle ciekawa. 
Było to 24 grudnia 1818 roku w małej miejscowości Oberndorf, w pobliżu Salzburga. Miejscowy wikary, ksiądz Józef Mohr, siedział samotnie w swym pokoju i przygotowywał kazanie na Pasterkę. Ludzie zamieszkujący dolinę u podnóża Alp przygotowywali się do świąt. Właśnie w tym czasie zapukano do drzwi plebanii. Ksiądz Mohr ujrzał wieśniaczkę otuloną grubą chustą.Powiedziała ona, iż jej sąsiadka, żona węglarza, urodziła dziś dziecko i prosi kapłana, by przyszedł pobłogosławić ją i jej małego syna, gdyż nie czuje się dobrze. Ksiądz Mohr wybrał się natychmiast do dość odległego osiedla, zamieszkałego przez ubogich robotników wypalających drzewo na węgiel drzewny. Nie była to łatwa podróż, gdyż dął zimny wiatr i wysokie zaspy śnieżne co chwilę tarasowały drogę. Ksiądz Mohr uczuł dziwne, niepokojące wzruszenie, gdy przestąpił próg ubogiej chaty i ujrzał młodą matkę leżącą na prymitywnym, drewnianym łożu. Mimo choroby kobieta była uśmiechnięta i tuliła do siebie nowo narodzonego syna. Widok ubogiej chaty, łóżka przypominającego żłób i młodej matki z dzieckiem przywiodły mu na myśl stajenkę z Betlejem i słowa Ewangelii o przyjściu na świat Dzieciątka Jezus. Ochrzcił dziecko, pobłogosławił matkę i wrócił do Oberndorfu, by odprawić Pasterkę. Po skończonej Mszy świętej ksiądz Mohr nie mógł zasnąć. Scena, którą widział w domu węglarza wciąż stawała mu przed oczyma. Zapragnął ją zatrzymać i utrwalić na zawsze. Siadł przy biurku i słowa same układały się mu w wiersze. Zanim zaświtał ranek, "Cicha noc" była gotowa. Tego samego dnia, to jest w samo święto Bożego Narodzenia, tekst pieśni przedstawił swemu przyjacielowi Franciszkowi Gruberowi, który uczył śpiewu w miejscowej szkole i jednocześnie pełnił funkcję organisty. Przyjaciel księdza Mohra, zachwycony utworem, szybko ułożył doń melodię. Jeszcze tego samego dnia odśpiewali "Cichą noc" podczas południowej Mszy świętej. Organy były zepsute, więc śpiewali ją przy akompaniamencie lutni. Słowami i melodią tej pieśni zachwyceni byli również uczestnicy Mszy świętej. 
Nowa pieśń bożonarodzeniowa nie rozprzestrzeniłaby się jednak w ówczesnych warunkach, gdyby nie przypadek, Zepsute od dłuższego czasu organy naprawiał słynny w okolicy organomistrz Karol Mauracher. Po skończonej pracy poprosił organistę o ich wypróbowanie. Gruber zaczął wygrywać urywki różnych pieśni kościelnych, by w końcu wpaść na melodię "Cichej nocy". 
- Nie słyszałem jeszcze tej pieśni - powiedział organomistrz głosem wyrażającym podziw i zdumienie. 
- Czy pozwoli mi pan zabrać ją? Ludzie w Zillertalu, gdzie mieszkam, uradowaliby się nią. 
- Oczywiście, proszę bardzo - zgodził się Gruber. 
Mauracher przepisuje słowa i nuty, zabiera je z sobą i uczy dzieci nowej pieśni. W ciągu krótkiego czasu staje się ona bardzo popularna. Nazywają ją "Pieśnią z nieba". Poczciwy Mauracher nie przeczuwał, iż zanosząc ją między lud otwiera 
jej drogę w świat. Spośród dzieciarni i młodzieży mieszkającej w alpejskiej dolinie najpiękniejsze głosy miały dzieci Strasserów: Karolina, Józef, Andrzej i Amalia. "Śpiewają jak słowiki" - mawiali ludzie. I - podobnie jak słowiki - wybrały się one tradycyjnym zwyczajem ku północy do Lipska na doroczne Wielkie Targi sprzedawać tam cieszące się dużym popytem miękkie rękawiczki skórkowe, wyrabiane przez ich rodziców. W czasie Targów Lipsk był miastem tętniącym ruchem i gwarem, więc nic dziwnego, że mali Tyrolczycy czuli się zagubieni w tej obcej, hałaśliwej ciżbie ludzkiej. Wówczas dla dodania sobie odwagi przy straganie, czy w gospodzie śpiewały pieśni, między innymi kolędę "Cicha noc". Dzieci zauważyły, że urok tej pieśni wywiera wrażenie na każdym, kto jej słucha. Pewnego dnia zatrzymał się przy nich jakiś starszy pan. Był to generalny dyrektor orkiestry królewskiej Polenz. Oczarowany ich głosami, postanowił bliżej poznać małych śpiewaków. Dlatego podarował im bilety wstępu na jeden z koncertów, którym dyrygował. 
Dzieci onieśmielone weszły na salę i usiadły cichutko z tyłu słuchając koncertu, który miał miejsce w obecności króla Saksonii. Gdy skończył się koncert, dyrektor Polenz oznajmił słuchaczom, iż na sali przebywa czworo dzieci z tak pięknymi głosami, jakich od wielu lat nie słyszał. 
- Prosimy ich, by zaśpiewały przed królem Saksonii i jego małżonką kilka swych czarujących pieśni tyrolskich. 
Ta zapowiedź zaparła dzieciom oddech. Twarze ich płonęły, a serca biły głośno. Odezwały się zachęcające oklaski. 
- Zamkniemy po prostu oczy i będziemy śpiewać tak, jak u siebie w domu - rzekła najmłodsza Amalia do reszty rodzeństwa. 
Zaśpiewały najpierw "Cichą noc". Słuchacze trwali w głębokim zachwycie. Dopiero po chwili zagrzmiała burza oklasków, tak że dzieci musiały kilkakrotnie ponawiać swą pieśń z nieba. Przedstawiono je parze królewskiej. 
- To było rzeczywiście bardzo piękne, wspaniałe - rzekł król do dzieci, gdy mu je 
przedstawiano. - Tej wigilijnej pieśni jeszcze nigdy nie słyszeliśmy. Skąd ją znacie? 
- To tyrolska pieśń ludowa, wasza królewska mość - odpowiedział Józef. 
- Czy chcielibyście na święta przyjść na zamek i nam śpiewać? - zapytała królowa. - Nasze dzieci będą się bardzo cieszyły. 
I tak w Boże Narodzenie 1832 roku na zamku w Plissenburgu dzieci ze wsi tyrolskiej śpiewały na chwałę Jezusowi swą uroczą pieśń:
Cicha noc, święta noc
 pokój niesie ludziom wszem,
a u żłóbka Matka święta
czuwa sama uśmiechnięta 
nad Dzieciątka snem, nad Dzieciątka snem.
Cicha noc, święta noc,
pastuszkowie od swych trzód,
spieszą wielce zadziwieni
 za anielskim głosem pieni
 gdzie się spełnił cud, gdzie się spełnił cud.
Odtąd nowa kolęda dostała jakby skrzydeł i pożegnawszy wiejskie dzieci tyrolskie powędrowała w świat. Śpiewano ją na dworze cesarza Franciszka I, cara Aleksandra I, a w 1839 roku śpiewano ją także w Nowym Jorku. Znalazła się w wielu śpiewnikach. Przetłumaczono ją na wszystkie ważniejsze języki świata. Dziś trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie bez tej uroczej kolędy - kolędy pokoju. Ale gdy "Cicha noc" zdobywała cały świat, jakimś dziwnym zrządzeniem losu zapomniano o jej autorze. Gdy wraz z nutami wyszła drukiem w 1840 roku, pod tekstem napisano: "Autor nieznany". Niektórzy zaczęli ją przypisywać Beethovenowi, inni znów Mozartowi. Dopiero w 1850 roku członkowie chóru cesarskiego w Berlinie postanowili wszcząć poszukiwania rzeczywistego jej autora. Udało im się w końcu odnaleźć organistę Franciszka Grubera. Złożył on na piśmie i poświadczył własnym podpisem takie wyjaśnienie: "Tekst napisał ks. Józef Mohr. Melodia zaś jest mojego autorstwa". Ksiądz Józef Mohr umarł wcześniej, organista zaś dożył 76 roku życia. W Oberndorfie znajduje się dziś kaplica, w której obok ołtarza zostały umieszczone portrety obu twórców tej kolędy. W tej kaplicy jak również w katedrze w Salzburgu odbywa się rokrocznie w wigilię specjalne nabożeństwo, w czasie którego chór wykonuje "Cichą noc" w kilkunastu językach, podkreślając jej uniwersalność. 
Jan Uryga

niedziela, 23 grudnia 2012

RADOSNYCH ŚWIĄT!


Wielu Bożych błogosławieństw na ten wspaniały czas Narodzenia Pańskiego.
Aby przy świątecznym stole nie zabrakło światła
i ciepła rodzinnej atmosfery,
a Nowy Rok niósł ze sobą szczęście i pomyślność
Merry Christmas & Happy New Year!
¡Feliz Navidad y Feliz Año Nuevo!
Feliz Natal e próspero Ano Novo!
Tanti auguri di Buon Natale e Felice Anno Nuovo!
Веселого Різдва і Щасливого Нового Року!
Веселого Рождества и Счастливого Нового Года!
Crăciun Fericit și un An Nou Fericit

Ula 

czwartek, 29 grudnia 2011

O pracowitym grudniu

lecz najpierw pragnę z całego serca podziekować za życzenia świąteczne od Was, za wszystkie bardzo, bardzo dziękuję
sama nie miałam czasu na to by w ogóle do komputera zasiąść
ostatnią notkę napisałam dużo wcześniej, była jako robocza kopia i czekała na odpowiedni moment
co do samych świąt, to minęły w bardzo rodzinnej atmosferze i rodzinnym gronie
w czwartek przed świętami przyjechała do mnie Mama, by z nami spędzić święta
na wieczerzy wigilijnej gościliśmy w rodzinie mego zięcia Marka, w ubiegłym roku Wigilia była u nas :)
było nas 13 osób więc spore grono
było miło, wesoło a jedzonko było smaczne
w pierwszy dzień świąt pojechaliśmy do mego najstarszego syna, gdzie spotkaliśmy się również z jego teściami,  tym razem było nas 11 osób :)
a w drugi dzień świąt goście zawitali do mnie, przyjechała moja siostra z mężem, ich syn, a mój chrześniak z żoną, mój najstarszy syn z rodzinką i tak nazbierało się 13 osób
zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i szkoda, że nie było mojego brata z rodzinką, bylibyśmy w komplecie, tj. moja Mama, jej dzieci, jej wnuki i prawnuki

 

no to po kolei od lewej: Marek i Marysia, czyli córka i zięć, z tyłu Kasia i Mariusz, czyli syn siostry z żoną, dalej Ewelina i Mirek, czyli mój syn z żoną, potem drugi mój syn Marek, obok niego moja Mama, przed nią Mikołaj, mój wnuk a mamy prawnuk, drugi prawnusio Mateusz stoi przede mną, a za mną z jednej strony siostra Krysia, a z drugiej szwagier Jurek

miło było i szkoda, że święta nie trwają dłużej, że taki dzień świąteczny nie ma choćby ze 40 godzin...
prezentów było duuużo, ale o nich może w innej notce
dziś jeszcze o tym co dla wnuków wydziergałam
tak prawie w ostatniej chwili naszło mnie, by zrobić im sweterki, a dla dzieci nie trzeba wiele włóczki, więc wykorzystałam różne resztki i tak oto się prezentują
z pandą dla Mikołaja 


z misiem polarnym dla Mateuszka


i to tyle na dziś, bo muszę się wziąć do pracy, by na rano wszystko było zrobione
dobrej nocy życzę i pozdrawiam serdecznie i cieplutko
Ula :)

sobota, 24 grudnia 2011

Noc Bożego Narodzenia

Żył pewnego razu człowiek, który wyszedł w ciemną noc, aby pożyczyć ognia. Chodził od domu do domu i pukał do drzwi. 
- Ludzie dobrzy, poratujcie mnie! - wołał. - Oto moja żona porodziła Dzieciątko, muszę ogień rozniecić, aby Ją i Maleństwo trochę ogrzać.
Była już późna noc, wszyscy ludzie spali, więc nikt mu nie odpowiadał. Człowiek szedł i szedł. Nareszcie w oddali ujrzał błysk ognia. Skierował się w tę stronę i zobaczył, że w polu płonie ognisko. Wokół ognia leżało stado białych owiec i spało, a stary pasterz czuwał nad trzodą. Kiedy człowiek chcący pożyczyć ognia podszedł bliżej do owiec, zobaczył, że u stóp pasterza leżały trzy duże psy, które także spały. Psy, gdy dostrzegły obcego, zerwały się, rozwarły szeroko swe paszcze, jakby chciały zaszczekać, ale nie było słychać głosu. Człowiek widział, jak jeży się sierść na ich grzbietach, jak ich ostre kły połyskują przy świetle ogniska i jak rzucają się ku niemu. Jeden chwycił go za nogę, drugi za ramię, a trzeci za gardło. Lecz szczęki i zęby psów były bezsilne i człowiek nie odniósł żadnej rany. Chciał więc iść dalej, by pożyczyć to, czego potrzebował, Owce jednak leżały wokół ogniska tak ciasno zbite przy sobie, grzbiet przy grzbiecie, że nie mógł postąpić ani jednego kroku. Wszedł więc na grzbiety zwierząt i przeszedł po nich do ogniska. Ani jedna owca nie zbudziła się, ani jedna nawet nie drgnęła. Kiedy już człowiek doszedł do ogniska, pasterz spojrzał na niego. Pasterz - a był to stary, ponury człowiek, porywczy i twardy dla wszystkich - ujrzawszy obcego, który się zbliżał, ujął swój długi i okuty kij, jaki zwykle miał w ręku pasąc owce, i rzucił nim w przybysza. Kij świszcząc leciał prosto w niego, ale przybysz uchylił się w bok i kij pomknął daleko w pole.
Wtedy przystąpił ów człowiek do pasterza i przemówił do niego:
- Przyjacielu, poratuj mnie, użycz mi trochę ognia.Niewiasta moja powiła Dzieciątko, muszę ogień rozniecić, aby Ją i Dziecko ogrzać. 
Pasterz już miał odmówić, ale kiedy się zastanowił, że psy nie ugryzły tego człowieka, że owce się przed nim nie rozbiegły, a kij powalić go nie chciał, zląkł się nieco i nie śmiał mu odmówić tego, o co prosił. - Weź sobie, ile ci trzeba - rzekł do przybysza. Ale ogień już się dopalał. Nie było w nim polan ani gałęzi, tylko wielki stos zarzewia, a człowiek nie miał z sobą ani łopaty, ani wiadra, czym mógłby przenieść żarzące się węgle. Widząc to, pasterz powtórzył: - Bierz, ile ci potrzeba. Pasterz cieszył się z tego, że obcy nie potrafi zabrać ognia z sobą. Przybysz jednak pochylił się, wybrał rękami węgle z popiołu i włożył je w połę płaszcza. A ognie ani nie parzyły jego rąk, kiedy je nabierał, ani nie paliły odzieży. Niósł je tak, jakby to były orzechy lub jabłka.
Pastuch, zły i ponury człowiek, widząc to wszystko, zaczął się dziwić:Co to może być za noc, że psy nie gryzą, owce się nie płoszą, kij nie uderza, a ogień nie pali. Zawrócił więc przybysza i zapytał:
- Co to za noc i dlaczego wszystkie rzeczy okazują ci miłosierdzie? 
Wtedy przybysz odpowiedział:
- Jeżeli sam nie przejrzysz, powiedzieć ci nie mogę. 
I udał się w swoją stronę, aby ogrzać żonę i dziecko. Wówczas pasterz pomyślał, że nie powinien tracić z oczu tego człowieka, zanim nie dowie się, co to wszystko znaczy. Wstał więc i poszedł za nim, aż doszedł do groty skalnej. Gdy doszedł na miejsce, zauważył, że człowiek ten nie miał żadnego mieszkania i że jego żona i Dziecko przebywali w jaskini skalnej, gdzie nie było nic, oprócz nagich, zimnych ścian z kamienia. Nagle pasterzowi przyszło na myśl, że to biedne, niewinne Dzieciątko może zamarznąć w tej jaskini i, chociaż z natury był bardzo twardym i srogim człowiekiem, żal go zdjął i postanowił poratować to Maleństwo. Zdjął tłomoczek z ramion, wyjął z niego białą, miękką skórkę jagnięcia i dał ją obcemu człowiekowi, aby otulił Dziecko. W tej samej chwili, kiedy dokonał miłosierdzia, otwarły mu się oczy i ujrzał to, czego uprzednio nie widział i usłyszał to, czego uprzednio nie mógł słyszeć. Zobaczył wokół siebie skrzydlatych aniołków. Każdy miał lutnię w ręku, a wszyscy śpiewali głośno o tym, że narodził się Zbawiciel, co wybawi świat od grzechu. Wówczas zrozumiał, dlaczego w tę noc wszelkie stworzenie było takie rade i nikomu krzywdy nie czyniło. Anioły były wszędzie. Siedziały w grocie i na górze, unosiły się pod niebiosa, przeciągały wielkim orszakiem przez drogę, a mijając grotę zatrzymywały się, aby spojrzeć na Dziecię. Radość i uciecha, śpiew i granie rozlegały się wokół, a wszystko to w tę ciemną noc ujrzał pasterz, który wcześniej niczego nie mógł zobaczyć. I taka radość zapanowała w jego sercu, że oczy mu się otworzyły, iż padł na kolana i dziękował za wszystko Bogu.
*
- Wszystko, co pasterz zobaczył, możemy i my widzieć, bo aniołowie w każdą noc Bożego Narodzenia unoszą się nad ziemią, trzeba tylko, abyśmy przejrzeli!
Nieważne są świeczki i lampki, ani księżyc i słońce.
Najważniejsze jest, abyśmy sami mieli oczy godne oglądania tych wspaniałości Bożych.

Selma Lagerlof

niedziela, 18 grudnia 2011

Wesołych Świąt!!!

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania
by wszystko się nam rozplątało,
węzły, konflikty, powikłania.
Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.
Oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince świeczki
Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastroszy każdy smutek,
tak jak goryla niemądrego,
Aby się wszystko uprościło -
było zwyczajne - proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony
fikał koziołki nam na grobie.
Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska - cichych, ufnych -
na zawsze wzięła w swoje ręce.
ks. Jan Twardowski


Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam wszystkim aby Maleńki Jezus przyniósł każdemu pokój, miłość, nadzieję i wiarę,
by w sercach naszych zagościła miłość piękna i czysta
niech umacnia nas nadzieja,
niech w każdej rodzinie zapanuje pokój i szczęście

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

poniedziałek, 7 listopada 2011

Komu, komu??

Czas pomyśleć już o świątecznych przygotowaniach, coby potem nie było wszystko naraz i na ostatnią chwilę
zaczęłam od dekoracji,
uszyłam serduszka, misie i ludziki
ale nie chcę mieć wszystkiego dla siebie, dlatego chętnie kogoś obdaruję, tym małym drobiazgiem


proszę o wpisywanie się chętnych, blogujących osób w komentarzach pod postem do ostatniej sekundy 10 grudnia
oraz
o zamieszczenie w pasku bocznym swojego bloga podlinkownego banerka
losowanie i ogłoszenie zwycięzcy 11 grudnia
mam nadzieję, że prezencik dojdzie jeszcze przed świętami
parę jeszcze zdjęć z bliska ;)





zapraszam serdecznie do zabawy
Ula :)