Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzaczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzaczki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 kwietnia 2014

Dziki i dziczek

już kiedyś pisałam o odwiedzających nas dzikach, zwierzęta te nigdy do nas nie przychodziły, aż przyszły w dniu, a właściwie w nocy 21 grudnia 2012 roku i tak przychodzą do dziś
ładne są, ale niebezpieczne, chociaż nie zrobiły na szczęście nikomu żadnej krzywdy, jedyne szkody to zryte trawniki, które niestety szpecą ...
to, że przychodzą jest też okazją, by poobserwować te zwierzęta, bo chodzą tuż pod oknami


no i tak sobie pomyślałam, żeby uszyć jakiegoś małego dziczka
no i uszyłam
oto on






pozdrawiam wszystkich serdecznie i wiosennie :)
Ula

piątek, 12 kwietnia 2013

króliczek, koteczki i bardzo sentymentalny miś

i znowu długo nie pisałam, a spowodowane jest to tym, że prawie cały wolny czas przeznaczam na haft, o którym na pewno napiszę, ale w innym poście  :)
a dziś parę zwierzątek ostatnio uszytych
powstały kolejne kotki
biały i czarny - oba w miejsce kotków, które niestety zakończyły żywot
biały kotek dla Gosi




czarnego kotka uszyłam dla siostry
kotka siostry była już starutka, po wielu przejściach, spadła kiedyś z 4 piętra,
ale nic to w porównaniu ze stratą właściciela
Pusia była kotką mojej śp.siostrzenicy :(
szukałam zdjęcia Pusi na kompie, znalazłam takie trochę mało udane,ale mimo to wstawiam je tutaj

 
a to czarny kocurek, którego uszyłam dla swojej siostrzyczki :)



a teraz przedstawiam królisię, którą uszyłam jeszcze przed świętami






a na koniec został miś, szczególny bardzo, uszyty ze starego sweterka
ze sweterka, który kiedyś był ulubionym :)





oczka ma z guziczków, a nosek ze skórki
może stać i może siedzieć
jest pamiatką :)

dziś padał pierwszy wiosenny deszczyk, kosy spiewały prawie cały dzień tak, że mimo chmur dzień był bardzo przyjemny i pachniał wiosną

wszystkiego dobrego życzę tu zaglądającym i pozdrawiam serdecznie
Ula :)

poniedziałek, 3 września 2012

miauczy kotek miauuuu

wokół mnie dużo sąsiadów ma w domu kotki, zwierzaki te lubią przesiadywać na barierkach balkonowych, aż mnie ciarki przelatują na myśl, że mogą spaść
a spadają... i to z jak wysoka... znajomej kot spadł z parapetu kuchennego okna z 8 piętra, po czym schował się w krzaczkach i czekał na swoją panią, nie wiem jak to wytrzymał, czy nie miał jakichś wewnętrznych obrażeń, ale to dla mnie przerażające...
dużo jest też kotów niczyich, piwnicznych, dokarmianych na różne sposoby mądrze i bezmyślnie
od niedawna mają mały domek, przychodzi do nich p. Róża i na talerzyku zostawia jedzonko , ale są też inni, którzy wyrzucają przez okno co popadnie, czego sami zjeść nie mogą, a przecież koty tak z natury nie stosują przypraw żadnych
jest to bezmyślne, bo skoro chce się dokarmiać koty to chyba najlepiej kupić karmę dla nich dostosowaną
a poza tym, po co nakupować i narobić tak dużo jedzenia, żeby potem je wyrzucać przez okno?? może lepiej byłoby kupić mniej a nadmiar pieniędzy przeznaczyć np. na głodujące dzieci...

co do kotków jeszcze to tak sobie myślę, że o te niczyje trzeba by było zadbać też w inny sposób, nie są odrobaczane, i mnożą się, bo mają warunki, a jeśli zaczną chorować?? hmm

wiele pytań się nasuwa ...

ale ja również mam koteczka, tyle że szmaciankowego, uszyłam go ze sweterka, jest biały i ma zieloną kokardkę  :) i miał sesję foto na balkonie, na barierce, i muszę przyznać, że jest fotogeniczny :)





zdjęcia made by moja córcia
to jedna z tych rzeczy, które ona bardzo lubi robić :)
lubi też papierówkować i tu ma swoje prace, jeśli ktoś zainteresowny to zapraszam do obejrzenia
razem ze swoim mężem lubią w kuchni gospodarzyć, a co to za praca w kuchni bez fartuszka, fartuszek musi być, więc uszyłam fartuszek taki, jak córka chciała:)
czerwony w białe serduszka z falbankami :)



o swoich kulinarnych poczynaniach piszą na blogu Małżeństwo od kuchni :)

a teraz o cukiereczkach jakie dostałam od Magdaleny z Niebieskiego Igielnika










słodkości są o morskiej tematyce i są wspaniałe :)
zapraszam też na stronkę na Niebieskiego Igielnika na fb
bardzo Magdalenie dziękuję za takie skarby :)

i już tak na koniec zapraszam do mojej zabawy tu po konika czerwonego a tu po niebieskiego
pozdrawiam serdecznie i życzę dużo słoneczka i ciepła
uczniom - wspaniałych osiągnięć a nauczycielom - wspaniałych uczniów

Ula :)

piątek, 12 sierpnia 2011

XENA

to moja ukochana psinka :)
jutro minie 8 lat od kiedy zamieszkała ona razem z nami
a osiem lat temu było tak...
był początek maja, kiedy na skutek ciężkiej choroby odeszła od nas nasza psinka Bulinka :( i tak zrobiło się strasznie pusto i cicho w domu, tak bardzo przeszkadzała ta cisza, ten brak cieszącego się psiaka, gdy wracało się do domu, że w końcu padła decyzja - poszukamy nowego pieska
oczywiście miała to być suczka, mała, o jasnym umaszczeniu - takiego pieska zaczęliśmy szukać
i tak znaleźliśmy się w gdyńskim Ciapkowie, byliśmy przerażeni i łzy w oczach mieliśmy na widok tych wszystkich biednych opuszczonych i zastraszonych zwierząt i najchętniej wszystkie by się przygarnęło, ale wiadomo, nie jest to możliwe
niestety w Ciapkowie większość psów były to duże psiaki i tak ne znaleźliśmy tam naszej psinki
następne było schronisko w Sopocie, zrobiliśmy sobie strasznie długi spacer i udalismy się tam pieszo, przy ładnej pogodzie to sama przyjemność
obeszliśmy całe schronisko ... i nic
lecz zauważyliśmy mały budyneczek skąd dochodziły psie odgłosy hmm jak tam się dostać?? bo przecież tam też są jakies pieski, a może jest tam nasza psina??
byłam bardzo uparta, i w ten sposób weszliśmy tam, gdzie w zasadzie inni ludzie nie wchodzą ;) (za zgodą oczywiście opiekunki), było to pomieszczenie, gdzie znajdowały się pieski stare, niektóre miały po 13-14 lat!! były tam też chore pieski i te, które były na kwarantannie
i tak każdy z nas, tzn córka Marysia, syn Marek i ja zaczęliśmy te pieski oglądać, i tam właśnie, każdy z nas upatrzył jakiegoś psiaczka, Maryś jakiegoś kudłatego rudzielca :) Marek białego pudelka, a ja... a ja a właściwie nie ja tylko ONA znalazła mnie,
gdy już przechodziłam po raz któryś obok tego boksu, podeszła do bramki, i zrobiła ten swój cudowny uśmiech, zaraz zawołałam syna i córkę i przedstawiłam ich, i spytałam i już wszyscy wiedzieliśmy, że to właśnie TEN piesek
ale trzeba było się dowiedzieć dlaczego jest w tym miejscu i czy można ją przygarnąć
a można, ale za kilka dni, bo była właśnie na kwarantannie
więc, gdy minęły te dni, syn z córką (bo ja nie mogłam) pojechali do schroniska by powrócić z NIĄ :)
nasza sunia w schronisku była nazwana Dunia, a jej wiek określono na około lat 4, bo miała sporo siwych włosów, a pieski siwieją od 4 lat mniej więcej


tak więc 13 sierpnia 2003 roku pojawiła się w naszym domu i wyglądała tak


 okazała się pieskiem nie małym i nie jasnym ale za to naszym i kochanym
tuliła się do nas od samego początku
była strasznie wychudzona i chyba miała połamane kościki, bo bioderka i żeberka miała jakby źle zrośnięte, bała się wielu rzeczy i mężczyzn
miała nawyk, by szukać jedzenia, zimą próbowała szukać nawet w śniegu  zdarzało się, że coś jej z pyska wyciągaliśmy, trzeba było strasznie jej pilnować z czasem nawyk ten zniknął
no i nie była to Dunia, to nie pasowało do niej absolutnie, ale jeśli  nie Dunia to jak ją nazwiemy?? właściwie to bardzo nam pomogła swoim charakterem, na spacerze ta spokojna Dunia rzuciła się na wilczura, była na smyczy więc też w bezpiecznej odległości, ale to zdecydowało, że obie z córką stwierdziłyśmy, że jest bardzo wojownicza - Xena?? ... no i tak zostało, a ona od razu na to imię reagowała
i jest cały czas taka wojownicza - nie przejdzie spokojnie obok żadnego psa, czy to będzie nowofunland, wilczur czy też mały york lub szczeniak, który chciałby się bawić, żaden pies nie może się do niej zbliżyć, więc bardzo jej pilnujemy
ale
niektórzy ludzie po prostu zdumiewają
puszczają swoje psy luzem i z uśmiechem mówią, że to spokojny pies, nie gryzie - ale mój nie jest spokojny, i często Xenę trzymam na ręku, by nie było ostrych starć,
brakło mi słów na pewnego mężczyznę, który widząc, że mój pies szczerzy kły, nie skrócił smyczy swojemu psu tylko jeszcze podchodził bliżej a w końcu powiedział do swojego pieska: "widzisz, piesek nie chce się z tobą zaprzyjaźnić"

myślę, że nasza Xenka nie ma więcej niż 10 lat, że wtedy w schronisku dano jej 4 lata a ona mogła mieć ze dwa, sierść jej posiwiała, bo pewnie przeszła wiele bidulka, po czasie te siwe włoski jej wyszły i na początku miała jeszcze takie szczenięce zachowanie



to bardzo kochany piesek, przytulak ogromniasty :)

piątek, 12 listopada 2010

kolejne hafty

nadal haftowałam na tej dziwnej kanwie, której sporo mi zostało i spróbuję wykorzystać ją do poduszek ale haftować będę wełną bo mam sporo różnych resztek
a co do początkowych haftów to po kolei:
motyl na margarytkach 

 

kościół Mariacki w Krakowie


to wszystkie jakie hafowałam na "dziwnej" kanwie 
kupiłam sobie porządną kanwę no i zaczęłam kolejne hafty
były to dwa anioły 


pamiętam, haftowałam wieczorem przy lampce a przez okno wleciała bardzo duża ćma usiadła na moim schemacie i nawet dała się sfotografować
piękny okaz :)